Blog dotyczy opierniczania, narzekania, marudzenia... czasami pewnie gotowania, książek, komentarzy... Generalnie sama nie wiem.
Kategorie: Wszystkie | Książki | Od kuchni | Różne | Tekst miesiąca
RSS

Różne

środa, 04 marca 2015

Jak zwykle... ja w męskim gronie. Od dawna pracuję głównie w męskich teamach. Szczerze? Jest zajekurwabiście*. Uwielbiam pracować z facetami, nie znoszę pracować z kobietami... Czasami z M. zastanawiamy się, czy ja w ogóle jestem kobietą. Dlaczego? Bo mnie nie kręci pudelek (wolę się w tym czasie pouczyć jakiś ciekawych rozwiązań w programowaniu), nie kręcą mnie ploteczki i nie mam pojęcia co się dzieje w "Modzie na sukces". Do tego nie odchudzam się, w sumie to wpieprzam jak dzikus, najadam się jak bąbel, że nie mogę się ruszać lub nawet usiąść (dosłownie) i jest mi z tym dobrze. Nie jestem feministką, uważam, że kobieta zwykle jest gorszym kierowcą niż facet, a parytety to jakaś paranoja. I kumam, że trochę lipnie jest dawać młodej kobiecie wysokie stanowisko, bo może zajść w ciążę za chwilę i przez długi czas firma pozostanie w chaosie, bo ona na macierzyńskim czy coś... (Oczywiście nie chodzi o to, by kobiety nie miały dostępu do wysokich stanowisk, a raczej o to by ze stanowiskiem i wziętą na siebie odpowiedzialnością były w stanie "coś" zagwarantować swoją osobą pracodawcy). No jestem nienormalna, ale dobrze mi z tym.

Jak zwykle się rozpisałam, ale ja nie o tym chciałam... tylko mnie naszło, jak zwykle niespodziewanie, z zaskoczenia zaatakowało mnie przemyślenie tematu.

No więc, dzięki Bogu, siedzę sobie w pracy, w męskim gronie i... no właśnie rozwinął się temat dotyczący depilacji/golenia miejsc intymnych u kobiet.

Ja: Ja bym wolała, żeby M. to za mnie robił, sama jakoś nie lubię.

B.: Ja bym się bał tak cipkę golić.

R.: To sobie nie gol.

 

tadam... w męskim towarzystwie zawsze jest śmiesznie... czasami o cyckach, czasami o goleniu, cuda wianki... No i oczywiście kto ma cycki ten ma władzę, a co!

 

*zajekurwabiście - entuzjastyczne określenie na to, że jest więcej niż "świetnie", a słownik wydaje się zbyt ubogi na znalezienie odpowiedniego i dostatecznie nasyconego emocjami słowa :)

piątek, 02 stycznia 2015

Dawno głów nie zawracałam nikomu i czas to zmienić, takie Noworoczne postanowienie. Innych nie mam. Nie nie zamierzam się odchudzać, nauczyć nowego języka obcego, ani żadnych innych cudów. Wystarczy, że za mąż wychodzę :P

Zmieniłam pracę w tym roku dwa razy. Za pierwszym wpadłam spod deszczu pod rynnę, czyli kołchoz podobny, a kierownik jeszcze gorszy :) Po dwóch tygodniach zaczęła nową pracę.
No ale wspominając moją dwutygodniową przygodę sprawa się ciągnie nadal. Mianowicie firma robi czasopisma informatyczne, różne, wydawca dość duży. Pomysłów wiele. I problem z newsletterami. Mianowicie męcząc się u niech działałam przy newsletterach i stronach do nich należących. Dla testowania używałam dodatkowo dwóch prywatnych adresów mailowych. Po rozstaniu z firmą wciąż otrzymuję od nich newslettery, wypisywanie się z nich nic nie daje. Wielokrotne prośby i groźby, żeby mnie usunięto z absolutnie wszystkich list mailingowych również nie działają. No to co? Poszłam dalej do Inspektoratu Inspekcji Handlowej :) I dziś dostałam Noworoczny prezent, czyli powiadomienie o kontroli GIODO w nekającej mnie firmie :)

Ps. Prośby były wielokrotne doprawdy, a odpowiedzi od nich czasami szczeniackie i burackie.

Happy New Year! 

wtorek, 14 stycznia 2014

Dużo różnych spraw różnistych się dzieje w moim życiu. Lepszych, gorszych, generalnie do wyboru do koloru. Jednak by Wam się tutaj nie wyrzygiwać emocjonalnie zakomunikuję wieści z ostatniej chwili.

Otrzymanie stanowiska w biurze, wiąże się niezmiennie z jedną umiejętnością: obsługą pakietu biurowego Microsoft Word, OO Writer, podobne. I o ile wymaganie to może być trudne do spełnienia dla osób starszych, które z komputerem w ogóle żyją trochę jak pies z kotem, to nie dociera do mojej świadomości w jaki sposób Pani Kierownik kilku działów, która dopiero, co obroniła tytuł magistra z zarządzania zasobami ludzkimi, w wieku 24 lat, pracująca w naszej firmie od samego jej założenia, nie potrafi pisać dokumentów w Wordzie.
No żesz! opadło mi wszystko, co tylko mogło, kiedy przyszła do naszego działu ze zleceniem, żeby Jej przygotować dokument w Wordzie. Nie, nie, nie było w nim żadnych cudów wianków, a wyłącznie tekst+tabelka.

Może się czepiam, ale dodam jeszcze, że praca szanownej Pani Kierownik jest cały czas związana z tworzeniem różnego typu dokumentów. I dostęp do wujka google też jest!


środa, 27 listopada 2013

Tchnięta i natchnięta publikuję Wam dzisiaj komentarz, który mi się nasunął czytawszy wpis: http://rychlicze.blox.pl/2013/11/Szitowa-recepta-dokonczenie.html

Obrazuje On świetnie wykonywanie zleceń dla naszych Milusińskich z firmy.

Pracuję w Dziale Magicznym, tudzież Graficznym, jak kto woli. Wobec tego różni ludzie w firmie zlecają nam różne zadania.
Ktoś: No tutaj to jakiś kolor daj.
Ja: Ale jaki?
Ktoś: No zrób tak żeby było dobrze.
Ja: Może zielony, o taki jak tutaj (pokazuję na palecie barwę)
Ktoś: Nie no zielony to nie, ale wiesz taki, żeby pasował.
Ktosiek poszedł sobie do siebie, a mnie najbardziej pasuje zielony dalej. Wstawię sraczkowaty w kratkę, może ten odcień podpasuje...



wtorek, 26 listopada 2013

Dawno nic nie pisałam. Z przyczyn przykrych, prywatnych. Z przyczyn też zamieszania, chaosu i braku czasu. Tak sobie myślę, że moja doba powinna zostać wydłużona do jakiś 72 h. A i to by było nieco za mało.

Z czasów dawnych znalazłam dywagacje pracownicze Działu Magicznego, w którym pracuję.
Sytuacja wyglądała dość zwyczajnie, jak na naszą firmę. Nowy Marketingowiec, a wielu przewinęło się ich przez nasza pokład, był - już Go nie ma. Narozrabiał, namieszał, nabałaganił, że do tej pory odczuwamy skutki Jego "profesjonalizmu". I taki oto sobie człowieczek, który znał się na wszystkim, normalnie mówię człowiek orkiestra: robi strony www, buduje kanały komunikacyjne, współpracuje z mediami, gotuje, tańczy, śpiewa, robi zakupy, parzy kawę... Nota bene ostatnio natchnęłam się na Jego profil na Goldenline i szczerze zaskoczyło mnie "jakie rzeczy" to On robił w naszej firmie, i łola Boga - nikt nawet o tym nie wiedział, a dowodów do dziś nie widać.
Także był sobie ów Marketingowiec. Po raz kolejny czegoś nie zrobił, gdy zostało Mu to wytknięte rzekł:
Marketingowiec: A to A. miała przygotować, jeszcze tego nie zrobiła? To ja jej zaraz powiem, zaraz pogonię. (cytat nie dosłowny)

Po wyjściu ów ludzia zbulwersowaliśmy się z M.:
M.: Będzie mi tu krzyczał na A., że czegoś nie zrobiła! To my tutaj jesteśmy od krzyczenia na A., ze czegoś nie zrobiła. Będzie się tu nam w kompetencje wpieprzał!

poniedziałek, 08 lipca 2013

Zakochałam się normalnie ! W tym kawałku: http://www.youtube.com/watch?v=IPo9Gd2z6rI

 

10:35, s.hornet , Różne
Link Komentarze (1) »
środa, 26 czerwca 2013

Kolega dostał się do "grasz o staż". Jakiś tam wewnętrzny konkurs mieli, który polegał na zdobyciu największej ilości polubień na ryjoksiążce. No to ja, w geście dobroci stwierdziłam, że dopomogę, a co! Podjąwszy taką to decyzję, puściłam u siebie na ryjoksiążce. Niezadowolona z poczynań moich znajomych zaczęłam ich molestować na privie.
Kolega na prośbę o polubienie odpowiedział mniej więcej: Nie ma cycków, nie lubię.
Z tej okazji takie oto Mu cycki znalazłam: https://encrypted-tbn1.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcSIRm6iCmY8E0U25-7SaqlH2hlXRqBNJad3WPbmNlTO-NbpYOoX

Chłopcy w dziale rozpoczęli dyskusję, jakie cycki w takiej sytuacji będą najlepsze. Doszli do wniosku. że "długie"
M.: Żeby tak cyckiem było można banana strącić.
Kierownik: Cycek bojowy.

Raczej cycek na polowaniu :)
Takie tam nasze.

poniedziałek, 24 czerwca 2013

Wiedźmin I poszedł z palcem w nosie :) Przyjemnie i dziarsko przedarłam się przez fabułę i questy poboczne. Z mnóstwem dobrych emocji siadłam do Wiedźmina II. I zonk! Jakże pozytywny za razem. Grafika... brak porównania, interfejs mrrrau... Tylko do kamery nie mogę się przyzwyczaić. Zawsze miałam problem ze skoordynowaniem takich rozwiązań :)

No, ale gra się toczy :)

piątek, 21 czerwca 2013

Krótko. Wpadłam na taki oto artykuł:

http://www.epiotrkow.pl/news/Pies-wtopil-sie-w-asfalt,15397

Podesłałam M. i Jego jak zawsze bezcenny komentarz: kurwa w Polsce to nawet w lato na nowe autostradzie można się zakopać autem widzisz?jakiś eskimos się psem zakopał to ja bym się misiem* nie zakopał?
to chyba taka rządowa polityka dobrobytu
czasem się mówi, że auto "asfalt zwija" na ogół mowa o jakimś ferrari czy innym porsche ale nie... u nas nawet maluchem takie rzeczy
to tak żeby nawet posiadacze cinquaczento w holenderskim gazie mogli się poczuć jak szejkowi

 

*misio - czytaj Mitsubishi Galant, dla niego jest zarezerwowane określenie "misio", ja jestem "Panią kierowniczką" :D



środa, 19 czerwca 2013

Spotkanie z Prezesem. Oczywiście nikt nic nie wie. Ja dawno powinnam mieć wszelkie info, ale dalej nie wiem i nie mam nic, a co więcej menadżerowie projektów też nie wiedzą, co chcą. Miszmasz, chaos, burdel na kółkach.
Rzecz o zaproszeniach.
Prezes: K. albo jedziesz tam z tymi zajebistymi zaproszeniami, albo ich nie drukujemy.
K.: Pojadę z nimi, to nie ma znaczenia, czy pierwszego czy ostatniego dnia je dam.
Prezes: K. Ty wiesz ile kosztują te zaproszenia?
K.: No wiem.
Prezes: Ile?
K.: No nie wiem.
Prezes: Widziałeś te zaproszenia.
K.: Nie, znaczy tak.
Prezes: Ten z sejfem widziałeś?
K.: No nie, nie wiem.

Wrrrr projekt zaproszeń został wysłany i wybrany jakiś miesiąc temu. 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7